Karnak
Artykuły

Nie budzić faraonów

Niezwykłe świątynie, grobowce w Dolinie Królów i spacer w alei sfinksów. Klątwy dawnych władców i hieroglify. Nasz statek rusza w górę Nilu na spotkanie z tajemnicami starożytnego Egiptu. Słońce niemiłosiernie praży, choć w kalendarzu jesień.

Do Luksoru docieramy w samo południe. Nasze bagaże pokryte pustynnym kurzem wciąż tkwią na dachu dżipa. Słońce stoi w zenicie, próżno szukać cienia pod palmą. Dopiero wieczorem oddychamy z ulgę, sącząc zimną colę w jednym z barów nad Nilem. Zewsząd dochodzą odgłosy miasta. Głośna arabska muzyka miesza się z nawoływaniem muezzina do ostatniej modlitwy i krzykiem lokalnych sprzedawców. – Madame, good price! Only one dolar – młody Egipcjanin potrząsa sznurem korali z drzewa sandałowego. – English, Deutsch, Ruski? – próbuje odgadnąć naszą narodowość.

Luksor to mekka turystów, istna wieża Babel, w której słychać wszystkie języki świata. Przy nadbrzeżu aż gęsto od pasażerskich statków o wdzięcznych nazwach „Nile Fantasy”, „Emperor”, „Renesans”. Mają baseny, kawiarnie na otwartym powietrzu i wygodne kabiny. Wystarczy się zaokrętować i można ruszać w kilkudniowy rejs po Nilu, w górę rzeki aż do Asuanu. Czeka nas niezwykła podróż w przeszłość, śladami największych zabytków Górnego Egiptu.

– Nie trzeba obawiać się ani węży, ani skorpionów. A krokodyle dawno wymarły w Nilu, odkąd zbudowano tamę asuańską – informuje Lidka, nasza przewodniczka. Od 10 lat mieszka w Egipcie, ma arabskiego męża, który jest koptem (chrześcijaninem). Na początku trudno zorientować się w zawiłej mapie Luksoru. Pod tą nazwą kryją się starożytne Teby, Dolina Królów, Karnak. Zwiedzanie kończy się potężnym bólem głowy.

Miasto o stu bramach

Nil w Luksorze płynie szerokim korytem, po obu stronach bujna roślinność. Co sprawiło, że starożytni Egipcjanie właśnie w tym miejscu wznieśli swoje święte miasto, Teby? Dla wielu podróżników to magiczne miejsce, z niepowtarzalną aurą. Homer nazwał je w „Iliadzie” miastem o stu bramach. U szczytu rozwoju Teby mogły mieć milion mieszkańców.

Rzeka podzieliła je na miasto żywych i umarłych. Na zachodnim brzegu chowano faraonów. Na wschodnim – rosły ich pałace i okazałe rezydencje, place targowe i świątynia Amona-Re, króla bogów – słynny Karnak. Z dawnej świetności pozostały jedynie ruiny, ale krążąc pomiędzy ogromnymi pylonami Karnaku, czuje się powiew przeszłości. Był tu kiedyś monumentalny dom bogów. Przez ponad 2 tysiące lat w tym najświętszym miejscu Egiptu faraonowie wznosili potężne kaplice i posągi, nieustannie coś dostawiając i powiększając.

– Kto nie widział zabytków Karnaku, może powiedzieć, że w ogóle nic nie widział w Egipcie. Bije on na głowę wszystkie egipskie zabytki, z wyjątkiem piramid w Gizie – mówi Lidka, skryta w cieniu wielkiego posągu. – Główna świątynia została poświęcona Amonowi, bogowi wiatrów i powietrza. Utożsamiano go z RE, bogiem słońca i czczono wraz z boginią Mut, jego żoną oraz ich synem Chonsu, bogiem księżyca.

Wielka świątynia Amona wydaje się nie mieć końca. Następujące po sobie pylony, dziedzińce, sale kolumnowe, obeliski i kolosy wręcz przytłaczają. Przy ogromnych posągach człowiek wygląda jak mrówka przy słoniu. Zadzieram do góry głowę, by spojrzeć w oczy bóstwu. Ale kamienna twarz z odłupanym nosem, pęknięta na pół, patrzy obojętnym wzrokiem przed siebie. Po co starożytni wznosili te bezużyteczne kolosy i monumentalne świątynie?

Czyżby chcieli się przypodobać bogom?

Na wielu płaskorzeźbach widać, jak faraonowie składają bogom ofiary i w zamian coś dostają. Nagrodą za hojne dary mogło być długie panowanie i życie w wieczności. Z inskrypcji hieroglificznych wynika, że władcy Egiptu troszczyli się o swój lud. – Naprawdę, to dla siebie budowali wspaniałe świątynie, dbając głównie o własne interesy – twierdzą egiptolodzy.

U szczytu potęgi bogactwo Karnaku było oszałamiające. Spis majątkowy z czasów Ramzesa III obejmował: 65 wsi, 400 ogrodów i ponad 400 tysięcy sztuk bydła, 83 statki i 80 tysięcy robotników i niewolników. Było to gigantyczne przedsiębiorstwo z wielką armią urzędników i służby. Zwykli ludzie nie mieli tu prawa wstępu, a do sanktuarium mógł wejść tylko sam faraon.

– Na Karnak należy przeznaczyć około 4 godzin – radzą Egipcjanie. – Trzeba przejść główną osią świątyni i zatrzymać się w sali hypostylowej, nazywanej ósmym cudem świata. To istny las kolumn wysokich na 20 metrów, które transportowano w całości aż z Asuanu specjalnymi łodziami. A potem trzeba jeszcze obejść siedem razy wielkiego skorpiona wykutego w kamieniu. Podobno przynosi to szczęście. Na koniec szybki spacer aleją sfinksów, łączącą niegdyś Karnak ze świątynią w Luksorze. Dostojne sfinksy stoją w równym rzędzie, nie bacząc, że robię im zdjęcie…

Autor

Elżbieta Pawełek