Faraon
Artykuły

Egipskie notatki

O Egipcie napisano już chyba wszystko, a na pewno bardzo wiele. Ale można będzie zawsze napisać coś nowego: jak my indywidualnie odbieramy nasze spotkanie z przeszłością i teraźniejszością tego niezwykłego kraju. Z naszych doświadczeń, zebranych smaków i zapachów tworzymy własną mozaikę wspomnień, bo każdy, obok kanonu obowiązkowych punktów programu przybysza z Europy, znajdzie tu coś tylko dla siebie…

Pieniądz ważna rzecz

Moje pierwsze spotkanie z piramidami. Młody chłopak prosi, żeby zrobić mu zdjęcie, gorliwie zapewnia, że za pozowanie nie chce pieniędzy, nalega. Wyjmuję aparat. W obiektywie uśmiechnięty, młody Egipcjanin z osiołkiem, z szeroko rozłożonymi rękoma, zdaje się mówić: welcome to Egypt. Naciskam spust migawki, słyszę ciche kliknięcie. Odejmuję aparat od oczu, widzę przed sobą wyciągniętą rękę po datek. Tym razem nie zarobi, to mój pierwszy dzień w kraju faraonów i nie mam jeszcze drobnych na bakszysz.

W jednej z miejscowych wytwórni wyrobów z alabastru wybieram niewielką figurkę wykonaną z lapis lazuli, popiersie Tutankhamona. Jak spod ziemi wyrasta przede mną sprzedawca, staje się niemal moim cieniem. Długo się targuję, na koniec podajemy sobie ręce, płacę o wiele mniej, niż wynosiła wyjściowa cena, a i tak wiem, że on również jest zadowolony z osiągniętego zysku. Cóż, każda pamiątka ma taką wartość, jaką jesteśmy gotowi za nią zapłacić. Mój sklepowy opiekun podaje mi po kryjomu mały kawałek malachitu szepcząc konspiracyjnie: „na pierścionek” i już oficjalnie zakłada mi na szyję barwione na niebiesko tutejsze „korale”. Na ulicy można po nich rozpoznać, kto jeszcze będzie miał w domu na półce alabastrową lampę czy sfinksa.

Na północ od Kairu

W drodze do Aleksandrii zbaczamy z drogi, by zobaczyć urokliwe, jakże inne od kairskich, klasztory koptyjskie: Najświętszej Marii Dziewicy i Świętego Bishoy’a. Nie należą do zbyt licznie odwiedzanych. Jest późny poranek, promienie słońca potęgują piękno piaskowych kopuł, odcinających się od bezchmurnego, idealnie błękitnego nieba, soczystej zieleni palm i bujnej roślinności przyklasztornego ogrodu. A my jesteśmy tu jedynymi gośćmi.

Wewnątrz klasztoru panuje półmrok, tym większe wrażenie wywołuje, padająca z wysoko usytuowanego małego okienka, smuga przygaszonego przez szybę światła dziennego. Jesteśmy świadkami odprawianego nabożeństwa.

W Aleksandrii, dawnej stolicy Egiptu Ptolemeuszów staję przy moim trzecim, po Artemizjonie i piramidzie Cheopsa, cudzie starożytnego świata. Latarnia na Faros nie dotrwała do naszych czasów. Uległa zniszczeniu podczas trzęsień ziemi, jakie nawiedziły deltę Nilu na przełomie XIII i XIV wieku. W drugiej połowie XV wieku w miejsce ruin latarni powstała twierdza Qait Bey. Obecnie otoczenie twierdzy z nadbrzeżną promenadą i niewielkimi zatoczkami przyciąga tubylców, stwarzając możliwość kąpieli, wędkowania czy spacerów.

Wchodzimy także do jednego ze współcześnie wybudowanych meczetów. Muszę podporządkować się tradycji: dla mężczyzn przeznaczone jest główne, centralnie położone wejście, kobiety z okrytymi głowami i szalami na ramionach muszą zadowolić się mniejszymi, bocznymi drzwiami. Podobny podział panuje również wewnątrz świątyni, do wydzielonej części usytuowanej bliżej ołtarza mają wstęp tylko mężczyźni. Za drewnianą, częściowo ażurową przegrodą, na dywanach siedzą kobiety z dziećmi, odpoczywają, rozpakowują pakunki i jedzą.

Wieczór na pustyni

W miejscach szczególnie odwiedzanych przez turystów – takich jak Hurghada czy Sharm el Sheik- organizowane są przez miejscowe biura wyjazdy na pustynię, połączone z wizytą w wiosce berberyjskiej, przejażdżką na wielbłądach i oglądaniem zachodu słońca. Wszystko to, mimo że sztampowe, ma swój urok, ale zdecydowanie niezapomniane wrażenie zwiastuje dopiero zwieńczenie dnia.

Kierowca jeepa włącza nostalgiczną piosenkę i z półuśmiechem podaje mi chusteczkę. Ale ten obrazek nie ma związku z moim nastrojem. Oddalam się w ciemności i słyszę… ciszę… wszechogarniającą. A w górze wszystkie gwiazdy jakby zebrane z całego nieboskłonu i rozsypane tuż nade mną. Potęga ciszy i przestrzeń pod niesamowicie rozgwieżdżonym niebem. Wrażenie nieporównywalne z żadnym innym. Cisza, którą słychać. Żałuję, że muszę wracać do Hurghady, do hotelu, do świateł miasta, do gwaru ludzkich głosów. Ten wieczór pozostawia we mnie chęć spędzenia na pustyni choć jednej nocy. Wiem, że spełnię to marzenie.

Oko w oko z faraonem

Przepiękna maska Tutankhamona to dla mnie najwspanialszy eksponat w Muzeum Kairskim. Niestety, wewnątrz gmachu muzeum obowiązuje zakaz fotografowania. Przechodzę przez bramki wykrywające metal, a mój bagaż podręczny jest skrupulatnie sprawdzany przez egipskiego strażnika. Niektórzy robią ukradkowe zdjęcia aparatami wbudowanymi w telefony komórkowe. Teraz żałuję, że nie byłam tak zapobiegliwa.

Ta maska to jeden z najważniejszych elementów mojego spotkania z Egiptem i egoistyczna chęć posiadania choćby własnoręcznie wykonanego zdjęcia przeważa nad górnolotnymi, choć zdecydowanie uzasadnionymi hasłami pozostawienia dziedzictwa dla przyszłych pokoleń.

Po raz drugi spotykam się z faraonem, tym razem jednak z Ramzesem II, w Abu Simbel. Olbrzymie, dwudziestometrowe posągi przedstawiają przystojnego, postawnego mężczyznę o ogromnych, szeroko otwartych oczach i wyrazistych, pięknie wykrojonych ustach. Zmultiplikowani siedzą parami przed główną świątynią, identyczni, choć bacznemu obserwatorowi wystarczy chwila, by odkryć niuanse różniące ich między sobą.

W dolinie Deir el-Bahari

Do świątyni królowej Hatszepsut dowozi nas kolorowa kolejka. Z daleka podziwiam tę ogromną świątynię wtopioną w wysoką, pionową masę skalną. Całość zdominowana przez wszechobecny piaskowy kolor. W parnym, bezwietrznym powietrzu wyobrażam sobie szemrzące fontanny, zielone gaje, drzewa balsamowe i kwiaty rosnące tu niegdyś na genialnie zaprojektowanych tarasach skalnych. To właśnie z wysokości tarasów w 1997 roku w kierunku zwiedzających świątynię turystów padły strzały. Z rąk islamskich ekstremistów zginęło kilkadziesiąt osób. Wydarzenie to wymusiło wprowadzenie szczególnych środków ostrożności. Od tego momentu teren świątyni dozorowany jest przez egipską policję. Mimo to odczuwam lekki niepokój i nie nalegam, by dłużej tu pozostać. Z ulgą ruszam w drogę powrotną.

Świątynię Amona Ra w Karnaku najlepiej zwiedzać o poranku, gdy jeszcze słońce nie daje się zbytnio we znaki, a potem warto wrócić tu wieczorem, gdy w blasku zachodzącego słońca wygląda szczególnie pięknie. Ja jednak ze względu na ograniczenia czasowe docieram tu około południa. Nie ma zbyt wielu zwiedzających, dlatego bez trudu wyławiam wzrokiem grupkę młodych mężczyzn przechadzających się wśród posągów. Z zaciekawieniem przyglądają się młodej kobiecie o długich, jasnych włosach, w końcu jeden podchodzi do niej, prosząc o możliwość zrobienia zdjęcia z napotkaną turystką. Na jednym zdjęciu jednak się nie kończy, ośmieleni sukcesem kolegi, podchodzą inni, też chcą mieć pamiątkę z wakacji: fotografię w albumie ze specyficznie wyglądającym odpowiednikiem zakopiańskiego białego misia.

Starożytne graffiti

Będąc na południu kraju, w Asuanie warto wybrać się łodzią motorową na wyspę File, gdzie znajduje się pięknie położona świątynia bogini Izydy. Tutaj można po raz kolejny uzmysłowić sobie, że czasy się zmieniają, a niektóre zachowania ludzi od tysiącleci pozostają takie same. We wnętrzu świątyni, na jednej ze ścian, wieki temu ktoś wyrył swoje imię: B. MURE, a ktoś inny dopisał: STULTUS EST (łac. jest głupi).

Inny świat

Dla Europejek czy Amerykanek świat kobiet egipskich jest zupełnie nieznany i niezrozumiały. Najbardziej ortodoksyjne Egipcjanki ubierają się, niezależnie od pory dnia czy temperatury powietrza, w czarne suknie i chusty zakrywające twarz, nawet oczy skrywają za cieniutkim woalem. Całość uzupełniają czarne rękawiczki, tak, aby najmniejszy fragment ich ciała nie znalazł się w zasięgu wzroku obcych mężczyzn. Dopiero w zaciszu domowym jedynymi mogącymi sycić oczy ich wdziękami są mężowie.

Z kolei turystkom składane są często bezceremonialnie, choć z uśmiechem, oferty matrymonialne, poparte wyrażonym w wielbłądach stanem posiadania potencjalnego małżonka. Zdarzają się także propozycje seksualne. Widziałam sytuację, w której drobny, młody mężczyzna zaczepił na ulicy kobietę. Opowiadał jej o walorach swojego ciała, z dumą, jak list uwierzytelniający, pokazując dużą kartkę z wyraźnie wykaligrafowanym adresem polskiej turystki.

Rafa i ja

Jestem osobą odpowiedzialną (może nazbyt), zorganizowaną, twardo stąpającą po ziemi. Zawsze „czuwam”, jestem gotowa na konieczność podejmowania decyzji, rozwiązywania większych lub mniejszych problemów. Imed, nasz egipski przewodnik, pokazuje mi piękno podmorskiego cudu. Niełatwo mnie zachwycić, a jednak okazuje się, że i na mnie są sposoby. Rafa umie oczarować.

Pływając wśród raf niedaleko wyspy Giftun, zostawiam na piasku ubranie, plecak z dokumentami i pieniędzmi, zapominam, że nad wodą, nade mną jest codzienny świat. Tu i teraz jest tylko rafa i ja. I za to niecodzienne cudowne zapomnienie – dziękuję.

Zostawiłam swoje ślady na piasku pustyni. Usłyszałam „f… your country” od sklepikarza, niezadowolonego z braku obrotów. Ale on był tylko jeden, a tych uśmiechniętych, życzliwych spotkałam wielu. Zobaczyłam wspaniałe zabytki, wiele historycznych miejsc. Zachwyciła mnie pustynia ….. Zabrałam ze sobą jej spokój, przestrzeń i ogromną siłę. Niech ze mną pozostaną.

Autor: Agnieszka Szymańska

Źródło Świat, Podróże i Kultura

Data publikacji: maj 2005